Raport z Firmowej Wizyty w Holandii – Wrzesień 2025

Tegoroczny wrzesień przyniósł naszej częściówkowej ekipie intensywny, ale niezwykle owocny czas. Wybraliśmy się z Katarzyną, mózgiem tego działu, w podróż do Holandii, aby spotkać się z naszymi wieloletnimi partnerami i zobaczyć na własne oczy, jak funkcjonuje logistyczne zaplecze europejskiego handlu. Była to wizyta, która dobitnie uświadomiła nam skalę i dynamikę działalności naszych holenderskich współpracowników. Od dawna wiemy również, że przy naszej niezwykle skomplikowanej logistycznie pracy, olbrzymie znaczenie ma nie tylko relacja ze zleceniodawcą, ale i z faktycznym załadowcą, czyli właśnie z przedstawicielami naszych holenderskich partnerów. Po latach współpracy i tysiącach rozmów telefonicznych nadszedł czas by z niektórymi pierwszy raz spotkać się osobiście.

Logistyka Podróży: Na miejsce. Na czas.

Wyruszyliśmy z Warszawy w niedzielny wieczór samolotem LOTu. Mimo, że sprawdziliśmy inne, tańsze linie, to nasz wybór padł na flagowego polskiego przewoźnika, ponieważ kluczowym aspektem okazała się (podobnie jak w naszej działalności) wygoda dla klienta, jaką oferuje przewoźnik – liczne połączenia w ciągu dnia pozwoliły nam maksymalnie wykorzystać cenny czas.

Do Amsterdamu dotarliśmy w późnym wieczorem i od razu, wynajętym samochodem ruszyliśmy do hotelu w rejonie Barendrechtu. Wybór lokalizacji nie był przypadkowy. W tym mieście często parkujemy oczekujące na załadunek ciężarówki. To decyzja strategiczna. Parkowanie w sercu jednego z największych skupisk magazynów logistycznych, a jednocześnie blisko węzłów autostradowych, pozwala naszym kierowcom ekspresowo dostać się na załadunki, a nam umożliwiło efektywne rozpoczęcie w maratonu spotkań. 

Dzień Pierwszy: Zaskoczeni Skalą

Poniedziałek rozpoczęliśmy od spotkań z firmami w najbliższym sąsiedztwie. Pierwsze rozmowy dotyczyły dostawcy, którego marka jest dobrze znana naszym klientom od lat. Było to cenne odświeżenie perspektyw i omówienie planów na przyszłość. Od razu odbyliśmy spotkanie z przedstawicielami nowej firmy w grupie tego samego klienta. Podmiotu, specjalizującego się w żywności pochodzenia BIO i organicznego. To dla nas ważny kierunek rozwoju, poznanie pracowników i ich podejścia do rosnącego rynku zdrowej żywności było inspirujące.

Kolejnym punktem pierwszego dnia była wizyta w centrali jednego z naszych największych klientów, Staay Food Group. Krótkie spotkanie w biurze było wstępem do największej atrakcji dnia – zwiedzenia magazynów logistycznych. Tu mogę zdradzić, że bardzo liczyliśmy na obejrzenie magazynów, w którejś z wielkich holenderskich firm. Od lat myślałem o takiej “wycieczce”. Nie wiedzieliśmy, czy będzie to możliwe ze względów bezpieczeństwa, ale ku mojej wielkiej uldze wystarczyło, że ubraliśmy się w firmowe stroje BHP i mogliśmy wraz z pracownikiem firmy wejść na teren wewnętrzny.

Odwiedziliśmy dwa położone obok siebie magazyny. To, co zobaczyliśmy, przerosło nasze oczekiwania i doskonale odzwierciedliło skalę holenderskiego handlu owocami i warzywami:

  • ponad 20  000 metrów kwadratowych magazynów w Holandii;
  • kilkanaście (lub kilkadziesiąt, pogubiliśmy się w trakcie zwiedzania) trzypoziomowych magazynów chłodniczych;
  • dziesiątki artykułów na setkach palet
  • kilkadziesiąt ramp załadunkowych;
  • ogromne place manewrowe;
  • kilkaset metrów nowoczesnego biura.

A to tylko magazyny pod własną marką! Do tego doliczyć należy oddział w Hiszpanii i kilka, należących do tego samego właściciela, podmiotów prowadzonych pod innymi markami, a prowadzących własną produkcję oraz posiadających własne magazyny.

Następnym przystankiem naszej podróży była wizyta w firmie Roveg Fruit B.V. To kolejny z naszych największych załadowców. Tu czekali na nas Andrzej, powszechnie znany w branży z poczucia humoru, oraz Brajan, wspierający go członek zespołu sprzedaży. Również w tej firmie udało nam się dostać na magazyn.

Najpierw oczywiście zostaliśmy ubrani w stroje bezpieczeństwa, tym razem znacznie bardziej pocieszne, z uwagi na seksowne nakrycia głowy.

Magazyn ROVEG wydał się nieco mniejszy niż ultranowoczesne obiekty konkurencji, ale to, co zobaczyliśmy w środku, to logistyka zorganizowana na najwyższym poziomie. Pracownicy poruszali się między paletami jak pszczoły w ulu. Zamiast plastrów miodu, wszędzie ciągnęły się rzędy palet i linie pakowalinicze, a wózki widłowe niemal fruwały między komorami chłodniczymi.

Mieliśmy okazję osobiście sprawdzić palety egzotycznych owoców, które lada chwila mieli odebrać nasi kierowcy oraz zobaczyć przygotowania produktów na całopojazdowe zamówienia polskich marketów. Bardzo miłym akcentem były pozdrowienia słyszane zewsząd – Polacy stanowią tu bardzo liczną grupę pracowników!

Końcówkę dnia spędziliśmy odwiedzając kolejne firmy, nie raz jeszcze będąc zaskoczeni ich skalą. Często łapaliśmy się na porównaniu: pojedynczy magazyn jednej firmy potrafi być wielkością porównywalny do całej hali handlowej na warszawskich Broniszach, a na Broniszach w takiej hali handluje kilkadziesiąt podmiotów!

Dzień zakończyliśmy ponownie w towarzystwie naszego przewodnika w firmie STAAY, czyli Konrada. Dzięki jego uprzejmości nie tylko miło spędziliśmy czas, ale również mieliśmy okazję obejrzeć dużą część centrum Rotterdamu. Dzięki Konrad i do zobaczenia w Berlinie (no bo słyszeć to się pewnie będziemy codziennie)!

Dzień drugi: W sieci Dróg. W Ulu.

Drugi dzień to logistyczna gonitwa: rejon Maasdijk, Waadinxveen, ABC Westland – kolejne gigantyczne skupiska firm. Kilometr za kilometrem, spotkanie za spotkaniem. Holandia ma bardzo rozwiniętą sieć dróg, ale bez względu na liczbę pasów, w godzinach szczytu potrafią stać wszystkie! Dla kogoś, kto holenderskie korki widzi tylko śledząc ciężarówki na GPS, było to ciekawe doświadczenie. Zwykle korek to dla nas mnóstwo nerwów, czy auto zdąży dojechać do magazynu na czas. Dziś te przestoje były miłym momentem wytchnienia między intensywnymi spotkaniami.

Finał: ABC przyszłości na ABC Westland

Ostatnim punktem przed ruszeniem w kierunku lotniska była wizyta na ABC Westland, czyli ogromnym terenie magazynowym, gdzie siedziby ma co najmniej kilkadziesiąt firm.

Tu odwiedziliśmy najpierw Anaco & Greeve International B.V. – firmę, którą znamy od lat jako jednego z największych dystrybutorów bananów. Pojawiliśmy się w niej na zaproszenie Krzysztofa, który nie wiedząc, że jesteśmy w Holandii, zaprosił nas po obejrzeniu naszych relacji na statusach WhatsApp. Dziękujemy! W Anaco, zupełnym przypadkiem, udało nam się również porozmawiać z właścicielem całej firmy. Krótkie, przypadkowe spotkanie na korytarzu, na pewno będzie dla nas inspiracją do rozwoju. 

Na ABC Westland widzieliśmy się także z Basią, Polką pracującą dla firmy Valstar, czyli jednego z filarów grupy Farmhouse International B.V. To organizacja, która zgodnie z opowieścią Basi, może się pochwalić ponad stuletnią historią w handlu owocami. Nowoczesny, piękny budynek biurowy i OGROMNY magazyn obok ponownie przesunęły nasz horyzont daleko do przodu.

Ta wizyta zakończyła naszą intensywną przygodę. Prosto z Westland ruszyliśmy na lotnisko, by zdążyć na wieczorny lot. Bo choć wracaliśmy do Warszawy, już kolejnego dnia rano znowu mieliśmy zaglądać do niemal każdego z odwiedzonych magazynów – tym razem śledząc GPS-y naszych ciężarówek.

Refleksje: W pogoni za horyzontem. 

Dysonans między skalą holenderskich gigantów, a polskimi dystrybutorami jest ogromny. Ale jest jeden czynnik łagodzący: czas. Większość tych holenderskich firm powstała w połowie ubiegłego stulecia, a niektóre działają nawet ponad 100 lat! Historyczne zdjęcia wyeksponowane w biurach przypominają, że budowa tak potężnych organizacji wymaga pracy kilku pokoleń.

Drogę do osiągnięcia porównywalnego poziomu mamy jeszcze długą, ale na szczęście, polski głód sukcesu sprawia, że tempo rozwoju jest u nas bardzo szybkie. Niespełna 30-letnia historia polskiego kapitalizmu to dopiero rozgrzewka.

Wizyta w Niderlandach pokazała nam z jednej strony, jak daleka jeszcze droga przed nami i przed polskim rynkiem, ale dała również bardzo mocne poczucie satysfakcji z jakości naszej pracy. Pozytywny feedback i mnóstwo miłych słów na temat naszej filozofii działania naładowało nas energią na cały nadchodzący sezon, i dało poczucie sensu w mozolnym dążeniu do celu.